środa, 13 stycznia 2021

fascynacja

Jestsem ciekawa co ludzie dowiedzieli się o sobie po długim przymusowym siedzeniu w domu i braku możliwośści wyjeżdzania na egzotyczne wycieczki ?
Ja wiem, że nigdy się nie nudzę. Raczej zawsze brakuje mi czasu na nowe pomysły, a dzień jest za krótki. Jeszcze jest tyle rzeczy których nie wiem lub nie próbowałam.
Mam nową fascynację ! Wazony i wszelkiej maści szkło! W swoich poszukiwaniach w związku z jednym z projektów odkyłam prawdziwe cuda ale też polski wymiar sztuki użytkowej.
Pierwszą z nich są prace polskiego artysty Zbigniewa Horobowego. Zbigniew Horbowy urodził się w Łanczynie (dawny powiat stanisławowski) i po wojnie został wraz z rodziną przesiedlony do Kargowej pod Zieloną Górą. Postaram się w wakacje odwiedzić to mis=asteczko. Do Wrocławia przyjechał na studia. Wazon Zbigniewa Horbowego stał swego czasu w moim rodzinnym domu. Kto by pomyślał, bo raczej widzieliśmy w nim po prostu wazon,a terz nabrał dla mnie innego wymiaru. Teraz chciałabym go mieć. Flakony i kielichy autorstwa Horbowego zachwyciły świat - trafiały na królewskie dwory (m.in. do szacha Rezy Pahlaviego), do gabinetów głów państw i ambasad. Ale przede wszystkim były luksusem w peerelowskiej szarości. Prace Zbigniewa Horbowego znajdują się w zbiorach Muzeów Narodowych: we Wrocławiu, w Warszawie czy Krakowie, a także za granicą, m.in. w Musée du Verre w Liège oraz nowojorskim The Corning Museum of Glass. Największą pasją artysty były jednak kieliszki, których zaprojektował kilkaset wzorów, m.in. z czaszami, półkoliste, „tulipanowe”, z rozmaicie wyprofilowanym wlewem, proste cylindryczne – o różnych wielkościach i w wielu kolorach. Część z nich prezentowana jest na wystawie stałej Muzeum Narodowego we Wrocławiu „Cudo-Twórcy”. Artysta eksperymentował - opracował technologię „antico”, czyli szkło, które posiadało wewnętrzną strukturę z charakterystycznymi pęcherzykami powietrza i wżerami, tworzył szklane naczynia olśniewające kolorem, blaskiem rubinu i mlecznym błękitem, malachitem i złotem. Miał propozycję współpracy ze Studio Line Rosenthala, jednak wybrał Polanicę, w której udało mu się uruchomić w 1974 Hutę Szkła Artystycznego „Barbara”. Miała stać się polskim Murano. Horbowy zabrał do Polanicy grupę swoich uczniów i zaczął wypuszczać krótkie serie, wymyślać nowe formy i kolory. Polecam wywiad z artystą - exspace.pl
Henryk Albin Tomaszewski pochłaniał książki zwłaszcza biograficzne wybitnych kompozytorów, jak i wybitnych postaci ze świata plastyki. Wielkie dzieła malarstwa czy plastyki poznał w czasie licznych późniejszych podróży. Poznał też szereg hutniczych technik szklarskich. Należy podkreślić, że tylko na początku swojej działalności był związany z zakładem pracy, później okazał się być przysięgłym samotnikiem, pracującym poza środowiskiem innych artystów i jeżeli wiązał się, to na krótko z jakąś uczelnią czy zakładem pracy. Bardzo cenił sobie niezależność i podjął trudną sztukę utrzymania się z wyłącznie ze sprzedaży własnych prac lub rzadko uzyskiwanych zleceniach. Ciągle borykał się z kłopotami finansowymi, aż do czasu, gdy jego dzieła zaczęły być doceniane. Bardzo długo jego jedynymi odbiorcami były placówki muzealne, które miały niestety ograniczone środki finansowe. Dlatego tak usilnie zabiegał niegdyś o wystawy i z różnych względów mu ich odmawiano, często z osobistych i zawiści. Przed wojną kształcił się w Warszawie w Miejskiej Szkole Sztuk Zdobniczych i Malarstwa – wówczas najnowocześniejsza szkoła w Europie. Dostał się bez egzaminów, wyłącznie na podstawie swoich rysunków, później trafił do Akademii Sztuk Pięknych. Studiował malarstwo, ale rzeźba w szkle była jego głównym zainteresowaniem. W czasie wojny był aresztowany i więziony przez Niemców na Pawiaku ponad 9 m-cy (by przetrwać, a już miał rodzinę: żona Maria Babulska i syn Andrzej nielegalnie handlował żywnością). Po II wojnie światowej do 1946 r. jako nauczyciel rysunku pracował w Siedlcach, w 1946 r. został w ramach ówczesnych zwyczajów: powiązania artystów-plastyków z przemysłem, skierowany do Szklarskiej Poręby i tam do 1950 r. tworzył projekty kryształów i pracował w tamtejszej hucie szkła kryształowego „Józefina”(później „Julia”).

środa, 23 grudnia 2020

2020

Tradycja rzecz święta. Dlatego podsumuje sobie rok 2020 i może po takim spojrzeniu z perspektywy na swoją pracę załapię lepszy nastrój. W mijającym roku miałam do czynienia z trzema koronawirusami. Jeden, to ten prawdziwy,a dwa to pseudonimy pod którymi kryje się toksyczność. Posiadanie w pobliżu siebie toksycznej osoby to dobra okazja, aby ćwiczyć ustanawianie i egzekwowanie swoich osobistych granic. Trudne ale warto ćwiczyć.

W lutym jeszcze udało się w normalnych warunkach całej braci architektonicznej spotkać sie na 4 Design Days w Katowicach. Wraz kolegami po fachu uczestniczyłam w panelu na temat wynagrodzenia za pracę architekta wnętrz i jak zawsze na stoisku "Publikatora" udzielałam darmowych porad. Po targach pomyślałam, że czas na zmiany i aż strach pomyśleć, że tak szybko nadeszły.

W marcu i kwietniu telefon nie milknął i dzwonił, i dzwonił chociaż spodziewałam się bardziej, że umilknie na długo.
Jeszcze na początku roku zakończone zostały prace związane z budową domu i wykończeniem wnętrz Domu dla K. Prace od początku do ostatecznego zakończenia trwały trzy lata. Sporo czasu ale temat nareszcie mogę definitywnie zamknąć. Zdjęcia z realizacji dostępne są na mojej stronie, a w internecie można znaleźć artykuły dotyczące projektu. Jednak zachęcam do przeczytania tego na stronie pldesign.pl , ponieważ opisuje prawdę.
Realizacja domu w Dąbrowie Górniczej o nazwie "Siedlisko" dostąpiła zaszczytu. Mianowicie Realonda - hiszpańska firma produkująca płytki - umieściła ją na swojej stronie. Bardzo miło wspominam cały proces projektowy i współpracę z właścicielami. Z przyjemnością patrzę na zdjęcia z realizacji i cieszę się, że wysszło nam coś tak ciepłego i przytulnego.
Niebawem ale niestety już w przyszłym roku planuję sesję zdjęciową realizacji wnętrz w Orzeszu. W tej realizacji mamy ekspresyjną fototapetę w kuchni, złoto, beże, classic blue, marmur, zieleń, sztukaterię, pastele itd. Dużo ? :) Poczekajmy na zdjęcia.
Jestem w trakcie pracy nad dwoma projektami na terenie Francji i bywa dziwnie kiedy muszę zmagać się z lokalnymi przyzwyczajeniami. Jak skończymy, to pewnie opiszę przebieg pracy nad projektami i procesem realizacji. W obecnej chwili każdy z nich jest na innym etapie prac. Łączy je na dzień dzisiejszy nie tylko miejsce ale też wybór wykończenia podłóg w całym domu - beton :)
Dom pod Reims
Dom w Forbach

Razem z właścicielami domu w Będzinie jesteśmy w trakcie wykończenia wnętrz. Główne założenie jakie nam przyświecało, to zieleń w każdej postaci. Właścicielka już w tej chwili ma okazałą kolekcję kwiatów doniczkowych, które rozrosły się do niewyobrażalnych rozmiarów. Dlatego nie pozostało mi nic innego jak podążać w tym tym kierunku.
W tym dziwacznym świecie nawet udały nam się podróże po Polsce. Była krótka wycieczka na górę Żar w Międzybrodziu. Obowiązkowy wyjazd nad polskie morze, gdzie głównie były rowery, książki i regularne żywienie :). Jednak zdecydowanie pobyt w Zamościu wygrywa ranking najciekawszych i najmilej wspominanych wyjazdów. Przepiękne włoskie miasto w Polsce wybudowane przez mojego idola Jana Zamoyskiego. We wcześniejszych wpisach można przeczytać i zobaczyć zdjęcia z miejsc jakie jeszcze odwiedziliśmy - Krasnobród, Starachowice i Tomaszów Mazowiecki i ostanie Góra Św. Anny.
W czasie pierwszego zamknięcia w domach, kiedy strach przed nieznanym był większy niż teraz poczułam wielkie pragnienie powrotu do rysowania. Ta chęć była tak silna, że zdrowy rozsądek w tym wypadku nie działał, bo przecież można czas poświęcić na coś innego. Sprawia mi to wielką przyjemność i satysfakcję kiedy adresaci dostają grafikę. Odkąd pamiętam fascynowało mnie obserwowanie ludzi. Na grafikach staram się trafić w samo sedno kim są, co kochają, co ich fascynuje ...
Nie będę nic planować na kolejny rok 2021 jednak marzenia i cele jakie chciałabym osiągnąć mam ale zostawię dla siebie.

poniedziałek, 21 grudnia 2020

dwa pokoje

Kiedyś Kazik śpiewał "4 pokoje" , w sumie to Edyta Bartosiewicz w refrenie i tak mi się skojarzyło. Oczywiście moje dwa pokoje nie mają nic wspólnego z treścią utworu Kazika. ... taka dygresja. Bardzo często klienci dla których robiłam projekty wracają po jakimś czasie. Zmienia się ich życia i potrzeby, pojawiają się nowi członkowie rodziny. Tak się stało w tym przypadku. Zmieniliśmy przeznaczenie dwóch pokoi w domu jednorodzinnym. Zatem mamy elegancką sypialnię i "dżunglowy" pokój dla chłopca. W sypialni cała ściana za łóżkiem została wyłożona panelami tapicerowanymi polskiego producenta. Mollis, bo tak się nazywają z łaciny oznacza miękki, delikatny, giętki, łagodny. Tak naprawdę przymiotniki określające panele określają równocześnie wszystko co powinna posiadać sypialnia. Chcemy wypoczywać w miękkim i delikatnym otoczeniu dlatego identyczny materiał co panele pojawia się również w postaci dużej zasłony. Konsekwentnie w pokoju panuje beżowo - czarna kolorystyka. Czarny kojarzony jest z rzeczami ekskluzywnymi jednak przeważnie potrzebuje towarzystwa innych barw. Bez nich jest zbyt mroczny i przygnębiający. Dlatego drugim kolorem jest ciepły beżowy, który jest kolorem spokojnym, wprawiającym w dobry nastrój, relaksującym. Duet czarnego i beżowego jak dla mnie tworzy stylową przestrzeń.
Dżungla dla młodego człowieka, to inny świat. Motywy roślinne pojawiają się na fototapecie, poduszkach i rolecie na oknie. Z czasem nic nie stoi na przeszkodzie żeby takich motywów było więcej. Mimo tak wyrazistym wzorom pokój nadal jest stonowany i nie przytłacza. W dzisiejszych czasach kiedy nasze dzieci bombardowane są z zewnątrz przeróżnymi bodźcami pokoje powinny być oszczędne. Małe mebelki są z polskiej fabryki, może bardzie manufaktury - MINKO. Tworzą piękne, proste rzeczy z dużym naciskiem na indywidualizowanie potrzeb każdego klienta. Można wybrać kształt, wymiary i kolorystykę.
Więcej zdjęć na stronie : conceptjoana.archimental.com

sobota, 19 grudnia 2020

objazdówka

Kiedy znowu zaczniemy podróżować?! Pytam kiedy?! Jak to się nie docenia rzeczy które wydają się nam oczywiste dopóki się je ma.

Starachowice

Tak, to jest to miasto o którym ostatnio było głośno za sprawą wybetonowanego rynku w centrum miasta. Wcześniej był cały w zieleni. Jednak postanowiono go w całości wybetonować. W tym mieście odwiedziliśmy Muzeum Przyrody i Techniki, które mieści się na terenie dawnej huty. Chodzenie w maseczce przy prażącym słońcu nie jest przyjemne ale warto było. Największą i najcenniejszą atrakcją muzeum jest Wielki Piec oraz największa Maszyna Parowa, która tuż po tym jak została zakupiona została zatrzymana. W głównej mierze przyczyniła się do tego Wojna i próżniejsze zmiany technologiczne. Jak dla mnie Wielki Piec w obecnej chwili jest idealnym obiektem na zdjęcia i takie też zrobiłam. Znowu jest to kolejne miejsce z którego pamiętam zapachy. Połączenie starego drewna z olejami, smarami, zapachem zimnego metalu wraz z powietrzem w starych ceglanych budynkach daje piorunujące uderzenie.


Antoni Heda "Szary"

W nocy z 6 na 7 sierpnia 1943 roku oddział dowodzony przez Antoniego Hedę „Szarego” rozbił niemiecki areszt w Starachowicach. Żołnierze uwolnili około 70 osób, w tym kilku akowców. To była jedna z pierwszych akcji „Szarego”, legendarnego dowódcy partyzantów na Kielecczyźnie. W wolnej Polsce został odznaczony m.in. orderem Virtuti Militari.



Tomaszów Mazowiecki

Kościół ewangelicki pw. Świętej Trójcy zlokalizowany na rynku jest to najstarsza murowana świątynia w Tomaszowie Mazowieckim. Została wzniesiona w pierwszej połowie XIX w. w stylu klasycystycznym i jest jednym z najcenniejszych zabytków w mieście.
Świątynia została wybudowana z inicjatywy hrabiego Antoniego Ostrowskiego. W ten sposób chciał on zachęcić niemieckich osadników do przyjazdu do Tomaszowa. Ostrowski w 1823 r. przeznaczył 75 rubli na budowę świątyni, oddał również bezpłatnie materiały budowlane. Niestety nie można go zwiedzać jest szczelnie zamknięty ze wszystkich stron. Szkoda takiego obiektu ech ...




krasnobród

MATKO jak ja tęsknię za podróżami! Miałam plan na wyjazd świąteczny i na wyjazd w czasie ferii zimowych i na kilka następnych terminów. I co? Kocham siedzieć w domu ale już wystarczy ! Teraz jedynie mogę sobie powspominać nasze ostatnie wyjazdy. Minęło ponad dwadzieścia lat od kiedy pierwszy raz byłam w Krasnobrodzie. W tej miejscowości byłam na praktykach studenckich. Inwentaryzowaliśmy kapliczki w tym Kaplicę Sw. Rocha. Kaplica powstała około XVII wieku i krąży wokół niej wiele legend oraz podań ludowych. Dotyczy, to leczniczych właściwości wody bijącej ze źródła pod kapliczką czy też niemal magicznej właściwości samego miejsca. Podobno przejście kilka razy stromymi schodami dookoła kapliczki może uzdrowić z chorób a także przynieść szczęście w życiu doczesnym. Najmłodszy członek naszej rodziny chyba najpoważniej podszedł do tego wyzwania. Niestrudzenie wspinał się i schodził po stromych schodach wokół kaplicy. Drugie miejsce jakie odwiedziliśmy, to Kaplica "na wodzie" została wybudowana w miejscu, gdzie 5 sierpnia 1640 r. Matka Boska objawiła się Jakubowi Ruszczykowi. Powstanie pierwotnej kaplicy datuje się na 1646 rok. Obecna pochodzi z XVIII w., dzisiejszy kształt nadano jej w XIX w. a gruntownie wyremontowano w 2008 roku. Kaplica na Wodzie, to w zasadzie dwie kaplice drewniane wsparte na betonowych słupach, połączone drewnianym pomostem i pokryte wspólnym dachem wielospadowym, tworzące w ten sposób jakby jeden obiekt. Pod kaplica biją źródła, których woda posiada cudowne, uzdrawiające właściwości co potwierdza nawet dokumentacja kościelna z XVII wieku. Liczne przypadki uzyskanych łask są nadal notowane, a ich opisy, przechowywane w prowadzonym archiwum parafialnym. Uwielbiam zapachy jakie roznoszą się w takich miejscach. Połączenie zapachu starego drewna, wody i zieleni.